Darryl Dawkins i Draft NBA z 1975 r., który złamał zasady obowiązujące w szkole średniej

14

Każdy uwielbia historie o złym chłopcu. Darryl Dawkins idealnie pasuje do tego obrazu. Było głośno, niebezpiecznie i rozbijane tarcze, jakby były z balsy. Ale zanim doszło do incydentów ze szkłem i kłopotów rodzinnych, Dawkins zrobił coś, co na zawsze zmieniło ligę. Całkowicie porzucił studia. Wraz z Billem Willoughbym został pierwszym zawodnikiem powołanym prosto z liceum w 1975 roku. Od razu wyszli na parkiet.

Technicznie rzecz biorąc, nie była to pierwsza próba. Historia może być myląca.

Reggie Harding próbował tego już w 1962 roku. Detroit Pistons pobrali go prosto po ukończeniu szkoły średniej. Nie poszedł na studia. Liga powiedziała nie. Kwestionowano kwestie elitarności. Musiał poczekać. Pistons ponownie pobrali go w drafcie w 1963 roku. Nigdy nie grał. Problemy dyscyplinarne trzymały go na uboczu aż do 1964 roku. Do tego czasu eksperyment utknął w martwym punkcie. Przez kolejną dekadę drzwi były szczelnie zamknięte.

Dlaczego rok 1975 zmienił wszystko dla maturzystów

Zasady zmieniły się w 1975 roku. NBA złagodziła swoje wymagania dotyczące elity. Nagle wystarczyło mieć ukończoną szkołę średnią. Nie potrzebowałem dyplomu. Nie jest wymagane żadne doświadczenie NCAA. Jeśli potrafisz grać, możesz zostać wybrany.

Dawkins i Willoughby stali się przypadkami testowymi. Zostali wybrani w tym projekcie. Zgłosili się do swoich zespołów. Grali. Stworzono precedens. Rurociąg prowadzący z sal gimnastycznych w szkołach średnich do profesjonalnych aren był już otwarty. Otworzyło to drogę przyszłym „kolegom z klasy” (zawodnikom, którzy spędzili rok na studiach), a potem nadeszła obecna era wyjazdów nastolatków do Europy lub ligi rozwojowej (G-League). Ale Dawkins? Był oryginałem. Prototyp.

Historia Hardinga jest przypisem. Przestroga o biurokracji i czasie. Historia Dawkinsa jest nagłówkiem. Przyszedł, gdy liga była gotowa na przyjęcie talentów bez filtra uniwersyteckiego. Nie chodziło o ulepszenie systemu. To była kwestia dostępu.

Talent nie przejmuje się regułami elitarności. Potrzebuje tylko platformy.

Wpływ był natychmiastowy. Harcerze zaczęli uważniej przyglądać się turniejom w szkołach średnich. Ruszyły ligi letnie. Ścieżka została skrócona. Dla Dawkinsa oznaczało to natychmiastową szansę na sławę. Dla NBA oznaczało to pojawienie się na boisku nowego typu zawodnika. Mniejszy. Surowy. Bez filtra.

Kiedy mówimy o przejściu ze szkoły średniej do sportu zawodowego, często myślimy o LeBronie Jamesie. On jest najbardziej znany. On jest złotym standardem. Ale to on jest beneficjentem drzwi, które wyważył Dawkins. Bez zmian z 1975 r. krajobraz poborowy wyglądałby zupełnie inaczej. Być może wolniej. Może bardziej naukowo.

Czy było to właściwe posunięcie? Liga rosła. Rozszerzono zasięg globalny. Mogły w nim uczestniczyć dzieci z całego świata. Ryzyko było oczywiście większe. Nie każda gwiazda szkoły średniej osiągnęła sukces. Ale potencjalna nagroda była ogromna.

Dawkins nie tylko grał. Zadeklarował się. Zagrał także Willoughby, choć jego karierę przerwała tragedia. Ich przybycie oznaczało koniec ery, kiedy uczelnia była jedynym pomostem. Mostu już nie było. Mógłbyś po prostu przeskoczyć.