W Afryce Zachodniej i Środkowej regularnie pojawiają się epidemie wirusa Ebola – to już norma. Zdaniem ekspertów obecna sytuacja różni się od zwykłych scenariuszy.
Skala infekcji jest duża i prawdopodobnie będzie rosła.
Liczby nie kłamią
W poprzednich epidemiach wirusa Ebola typu Bundubugyo wskaźnik śmiertelności wahał się od 30 do 50 procent. Przerażające statystyki. Nie ma specjalnej szczepionki dla tej postaci. Nie ma również zatwierdzonych metod leczenia.
„Wydaje się, że epidemia jest znacznie większa niż początkowe doniesienia” – powiedziała reporterom dr Emily R. Smith.
Jest tymczasowym dyrektorem Instytutu Milken na Uniwersytecie Georgetown. Liczba przypadków infekcji szybko rośnie, a według niej liczba chorych będzie nadal rosła.
Wirus był już w środowisku. Rozprzestrzeniło się. I pozostał niezauważony.
Doktor Sellick zauważył, że wirus krążył w populacji przez kilka tygodni po pierwszej śmierci. Standardowe badania diagnostyczne? W przypadku tej odmiany działają gorzej. Dlatego ludzie otrzymywali wyniki negatywne, będąc faktycznie zarażonymi. Brak izolacji. Podczas normalnych kontaktów społecznych. Choroba przedostała się przez populację.
Pielęgniarki i lekarze na pierwszej linii frontu
Umiera także personel medyczny. Tedros zwrócił na to uwagę.
To uwydatnia trudną prawdę: ochrona personelu jest niezbędna. Anne V. Rimoine z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles (UCLA) dobrze to rozumie.
“Ebola nie przenosi się drogą powietrzną. Ale szpitale? Jeśli przypadki nie zostaną pominięte, sprzęt ochronny zostanie założony nieprawidłowo lub nie będą przestrzegane protokoły, staje się to śmiertelną pułapką.”
Kieruje Oddziałem Chorób Zakaźnych w Szkole Medycznej Fielding na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles. Jest to środowisko wysokiego ryzyka, zwłaszcza jeśli diagnoza jest opóźniona.
Jak naprawdę można się zarazić?
Doktor Varga skupia się na dwóch rzeczach: wskaźnikach śmiertelności i sposobach przenoszenia.
Bezpośredni kontakt. W ten sposób wirus się przemieszcza. Krew, wymioty, kał. Dotykanie tych płynów lub przedmiotów w nich nasączonych prowadzi do infekcji.
Wczesne objawy są mylące. Gorączka, ból głowy. Niejasne objawy. Łatwo je zignorować lub pomylić z grypą.
Kiedy zaczyna się faza krwotoczna? Konsekwencje są druzgocące.
Leczenie ma charakter wspomagający. Płyny dożylne. Elektrolity. Tlen. Utrzymanie stabilnego ciśnienia krwi. Istnieją przeciwciała monoklonalne dla szczepu Zair. Pomagają.
Dla odmiany Bundubugyo? Nie tak skuteczne. Nie mamy dowodów klinicznych na skuteczność ani zatwierdzonych leków specyficznych dla tego szczepu.
Czy wirus mógł uderzyć w USA?
Centra Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC) oraz Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego (DHS) sprawdzają podróżnych. Wstęp jest ograniczony. Próbują zapobiec przedostaniu się wirusa.
Doktor Sellick uważa, że ta strategia ma luki.
“Chcą wstrzymać wszystkie loty z dotkniętych regionów. Ale ludzie nie latają bezpośrednimi lotami.”
Są połączenia. Transfery w krajach, które nie podnoszą sygnałów alarmowych na radarze bezpieczeństwa. Wirus jest „przechwytywany” przez obszary, które nie są w centrum uwagi.
Rimoin nazywa sytuację trudną. Rzadki wirus. Opóźnienia w potwierdzeniu diagnozy. Dystrybucja transgraniczna. Słaba baza diagnostyczna. Brak szczepionki dla tego konkretnego wariantu.
„W przypadku epidemii takich jak Zair istnieje gotowy plan działania. W tym przypadku nie.”
Trudniej jest zareagować. Środki przeciwdziałające epidemii są niewyraźne.
Nie panikuj, ale bądź ostrożny
Ryzyko dla przeciętnego Amerykanina jest znikome. Doktor Lindsey Bush z Emory University twierdzi, że zagrożenie dla społeczeństwa jest niezwykle niskie.
W Stanach Zjednoczonych istnieją szpitale izolacyjne wysokiego szczebla. Specjalistyczne. Z przeszkolonym personelem. Zdolny do powstrzymania infekcji.
„Istnieje wiele warstw ochrony narodu amerykańskiego” – mówi.
Doktor Smith zgadza się.
“To nie jest koronawirus. Nie zarazisz się, oddychając tym samym powietrzem.”
Niepokój osobisty powinien być niski. Ale Varga wzywa do świadomości. Globalna łączność oznacza, że zagrożenie tutaj może stać się zagrożeniem wszędzie.
Prawdziwym problemem nie jest masowa epidemia w stanach. To jeden zarażony podróżny, który pojawi się na granicy i będzie potrzebował natychmiastowej, fachowej pomocy.
Smith ma jednak mroczniejszą myśl.
Czy USA są bezpieczniejsze niż wcześniej? Nie. Mniej bezpieczne.
Wyszliśmy z WHO. Nie otrzymujemy aktualizacji jako pierwsi. Nie jesteśmy już przy stole negocjacyjnym. Informacje i gotowość na wypadek sytuacji kryzysowych stały się odległym wspomnieniem.
Musimy działać. Albo chociaż przyznać, że jesteśmy poza systemem.




















